Dzień 365. – Radość

5/01/2012

Radość

365 dni temu umówiłem się z Teresą żeby zrobić jej jakiś ładny portret. Wspomniałem jej wtedy o pomyśle na projekt, który znalazłem przeglądając portale i blogi fotograficzne w poszukiwaniu wskazówek, bo nie byłem zadowolony z robionych dotychczas zdjęć, a najbardziej irytował mnie fakt, że im bardziej się starałem, tym bardziej scena na zdjęciu odbiegała od poziomu…
Kiedy wracaliśmy już z czekoladziarni, Tesia przekonała mnie żebym rozpoczął ten projekt, pomimo mojej niechęci („niech Ci będzie, zacznę”), braku wiary w jego powodzenie, a także poczucia, że ludzie będą na mnie patrzyli jak na idiotę.

Wasza reakcja była zaskakująca… Przez pierwsze 3 dni strona miała 613 odsłon i 66 unikalnych użytkowników. Pomyślałem „Czadowo! Robię dalej te zdjęcia!”.

Reklama

Pomysłem na projekt bardzo podjarał się Szczepan i po kilku dniach sam założył mi fanpage projektu (zdaje się, że z sugestii Szejkera), który okazał się strzałem w dziesiątkę. Ja w tamtym czasie byłem sceptycznie nastawiony do facebooka, bo właził na siłę wszędzie gdzie mógł, strony, portale, firmy zakładały fanpejdże, a ja z przekory nie chciałem iść za tłumem. Czasem jednak trzeba się poddać trendom dla wygody potencjalnych użytkowników.
W ciągu następnych dni coraz więcej znajomych i nieznajomych stawało się fanami projektu (Szczepan rozesłał masę zaproszeń), a facebook generował większość ruchu na stronie.

Zabawa się rozkręca

Takim oto sposobem zacząłem uwieczniać na zdjęciach moją codzienność, wściekając się każdego dnia, że znów nie mam pomysłu, zastanawiając po co w ogóle to zacząłem i marnuję czas skoro i tak za kilka dni schowam aparat do torby i zakończę tę przygodę. W międzyczasie rozpoczęła się sesja, byłem zmęczony, śpiący i z ograniczoną ilością czasu, więc musiałem kombinować ze scenkami w pokoju. Inna sprawa, że wyciąganie lustrzanki na ulicy nie było na początku łatwe, bo ludzie spoglądali na mnie podejrzliwie (ach ta dzisiejsza nadrważliwość), ale była też obawa, że spotkam grupę panów w dresach, którym aparat bardzo się spodoba.
W dalszym ciągu nie byłem też przekonany słuszności podjętej decyzji, więc zdjęcia robiłem żeby robić, nie wierząc w to, że mają jakąkolwiek wartość.

To już ponad miesiąc!

Któregoś razu zorientowałem się, że robię zdjęcia od kilkudziesięciu dni, więc zaczeła się pojawiać we mnie mała duma, że udaje mi się wytrwać w tym postanowieniu. Jednego z wielu wieczorów bez weny stwierdziłem, że jak mam znów zrobić jakieś zdjęcie w pokoju to musi wyglądać lepiej niż poprzednie. Czytałem akurat artykuł o koncertach Metallici w 1987 roku i przypomniałem sobie czasy kiedy na słuchałem S&M. Otworzyłem szufladę, znalazłem stare kasety i pomyślałem o czarnym tle. Tylko skąd tu u licha wziąć czarne tło. „Przecież większość twoich koszulek jest czarna”. Powstało chyba pierwsze „studyjne” zdjęcie, z którego byłem naprawdę zadowolony.

Wózek jedzie dalej…

Znajomi z uczelni, pracy i nie tylko zaczęli się przyzwyczajać do tego, że w każdym momencie mogę wyciągnąć aparat i zrobić im zdjęcie. Część się chowała, innym obecność na projekcie nie przeszkadzała, a ja cieszyłem się, że nie uciekają. Okazało się, że tak naprawdę codziennie dzieje się coś niezwykłego, ciekawego, wartego uwagi, ale tego nie zauważamy wykonując jak maszyny w kółko te same czynności. Codzienna fotografia wymuszała na mnie ciągłe szukanie kadrów, które są z jednej strony banalne i oczywiste, a z drugiej ciekawe. Inaczej wygląda dłubanie słonecznika w przerwach między zajęciami kiedy się go dłubie wraz z kumplami z grupy, a inaczej kiedy sfotografuje się tą powszednią czynność, by za kilka lat spojrzeć na to zdjęcie z nutką nostalgii za sielankowymi czasami studiów.

Czasami nie zabierałem aparatu na uczelnię, bo miałem w plecaku/torbie już za dużo rzeczy. Kilka razy posiłkowałem się więc nowym smartfonem Szczepana, który miał w aparacie te kilka megapikseli i robił całkiem przyzwoite zdjęcia. Któregoś razu Szczepan tuż przed wysłaniem mi jednej z takich fot napisał na GG, że „nawet on widzi, że nic z tego nie wyszło”. Faktycznie tak było, więc powiedziałem, że zamieni się na czarno-białe, doda winiety, ziarna i będzie gitara.
Tak powstała legenda, że jak zdjęcie jest słabe to wystarczy zamienić na czarno-białe, pobawić się suwakami w Jaśni (Lightroomie) i można publikować.

…ale woźnica zmęczony

Pomimo trafiających się dobrych dni i zdjęć, które wprawiały mnie w stan chwilowej euforii projekt był dla mnie nadal wielką męką. Był bardzo czasochłonny jeśli chciałem zrobić lepsze zdjęcie czy wybrać się gdzieś dalej, a lista rzeczy do zrobienia wcale się nie kurczyła. 99 dnia wieczorem nadal nie miałem zrobionego zdjęcia. Zawołał mnie brat bym pomógł mu z czymś do szkoły. Kiedy wróciłem do swojego pokoju były 3 minuty po północy… Chwila zastanowienia. Myśli czy to już koniec, bo jestem fujara i zapomniałem? Po kilku minutach zastanowienia doszedłem do wniosku, że 99 dni to już pewien sukces i przez nieuwagę nie mogę zakończyć projektu. Mogę to zrobić tylko, jeśli świadomie podejmę taką decyzję.

Więcej słońca

Przyszła wiosna, zrobiło się cieplej i pojawiło się więcej słońca, więc warunki fotograficzne zdecydowanie się poprawiły, a i chęć wychodzenia z domu była większa. Patrząc teraz na te zdjęcia zauważam, że zaczęły być bardziej różnorodne zarówno pod względem tematycznym jak i miejsc. Kilka pomysłów podrzucili znajomi, a kilka zrodziło się spontanicznie. Największy ubaw miałem chyba podczas robienia zdjęcia Jaromira z Bezrzecza, kiedy to z Grześkiem i Szczepanem robiliśmy jakiś projekt siedząc nocą przy kilku litrach Coli. Fajny czas. Kilka dni później grupowo robiliśmy u Dawida WebRatio, który najlepiej ogarniał ten „beznadziejny program dla ludzi z ZIPu”.

W końcu wakacje

Zmęczenie semestrem letnim było tak wielkie, że odliczałem już tylko dni do planowanego od pół roku wyjazdu na wakacje do Rzymu. Egzaminy były mało ważne – chciałem w końcu poczuć radosną atmosferę Włoch, 35 stopni ciepła, jeść pyszne potrawy zapijając je winem. Wiedziałem, że nie będę musiał martwić się o zdjęcia, ponieważ tam okazji do fotografowania będzie całe mnóstwo i z każdego dnia coś się wybierze.

Powrót do Polski okazał się brutalny do tego stopnia, że pewnego dnia celowo nie zrobiłem zdjęcia i chciałem zawiesić projekt. W Rzymie na każdym kroku jest coś pięknego i wartego uwiecznienia na zdjęciu. W Szczecinie? W tamtym czasie byłem przekonany, że zupełnie nic. Dodatkowo pogoda latem była dobijająca…

Warsztaty fotografii portretowej

Mówi się, że zdjęcia przedstawiają świat jakim widzi go fotograf. Ponury nastrój poskutkował spadkiem kreatywności i jakości zdjęć. Do pewnego dnia, kiedy to Ola namówiła mnie bym poszedł na warsztaty fotografii portretowej gdzie moje zdjęcie zajęło 2. miejsce w konkursie, a jedyna uwaga przy mojej fotografii była pytaniem o czas naświetlania. Wtedy pierwszy raz uświadomiłem sobie, że chyba nie jestem jednak tak beznadziejny jak mi się wydaje i moje zdjęcia naprawdę mogą się podobać.

200 – 300

Mniej więcej w tych dniach projekt stał się dla mnie wielką przyjemnością, radością, czymś z czego byłem dumny. Były lepsze i gorsze zdjęcia, ale najważniejsze było to, że ciągle starałem się doskonalić technikę, szukać nowych pomysłów i eksperymentować. Fotografia weszła do mojej codzienności i było dla mnie sprawą oczywistą, że w mojej torbie jest aparat. Jednej z nocy kiedy obudziła mnie burza pierwszą myślą było zrobienie zdjęcia piorunów i… udało się! Rzecz, która dotychczas wydawała się być niemożliwa stała się czymś nie tak bardzo trudnym jak myślałem. W tym czasie wiedziałem już, że rozpoczęcie projektu było bardzo dobrą decyzją i na pewno dociągnę go do końca. Z wielką chęcią, nie z musu.

Zmierzając ku końcowi

Z całą pewnością mógłbym napisać jeszcze wiele o projekcie i moich emocjach jemu towarzyszących. Być może już napisałem za dużo, ale chciałem Wam przekazać z czym się zmagałem podczas ostatniego roku. Może się wydawać, że jest to banalne zadanie robić codziennie fotkę. Można machnąć byle co i mieć z głowy. Zdarzały się i takie zdjęcia, ale ambicja nie pozwalała mi robić pierdołowatych zdjęć codziennie, a myśleć co tu zrobić żeby zaskoczyć siebie i Was.

Chyba się to udało. Fajnie było usłyszeć od znajomych „zaje*isty projekt!”, „nie miałam co oglądać w necie jak wyjechałeś”, „podziwiam cię za wytrwałość”, „genialne zdjęcie!” czy dumne „a ja jestem na projekcie i to 2 razy” i wiele innych miłych słów.

Zanim przejdę do podziękowań dwie rzeczy jeszcze:

  • jestem z siebie dumny!
  • Ty też bądź, przełam się, zaryzykuj i rób swoje, rób to co kochasz, bez względu na wszystko

Podziękowania

Chciałbym wymienić kilka osób, które mi bardzo w tym czasie pomagały i wyróżniały się.

Teresa
Dziękuję za motywację do tego by zacząć. Bez Ciebie nie byłoby projektu.

Szczepan
Dziękuję za fanpage, wszelką reklamę, pomysły i informatyczne spojrzenie na projekt.

Ola
Dziękuję za namówienie mnie na warsztaty oraz do udziału w konkursach. Gdyby nie Ty to nie wziąłbym w żadnym udziału.

Marek
Dziękuję za spojrzenie profesjonalnego fotografa i porady mailowe oraz wskazówki dotyczące obróbki zdjęć.

Asia i Magda
Za aktywność komentarzowo-lajkową. Macie najwięcej komentarzy :)

Dziekuję również Wam, którzy śledziliście ten projekt. Oglądalność była cały czas, więc wiedziałem, że są ludzie, którzy tu wchodzą, a moje zdjęcia i podpisy pod nimi trafiają do jakiś odbiorców.

Statystyki

Komentarze: 593
Odwiedziny strony: 14 554
Unikalni użytkownicy: 3 197
Odsłony witryny: 45 212

*dziś do 18:00

Ostatnie zdjęcie

Być może Wasze oczekiwania co do ostatniego zdjęcia były duże i się nim rozczarowaliście. Doskonałego zdjęcia nie można zaplanować. Doskonałe zdjęcie powstaje w pewnym sensie przypadkowo, a o jego wartości decydują setne sekundy i szczęście, że fotograf nacisnął spust akurat w tym momencie.

Postanowiłem więc, że ostatnie zdjęcie musi coś dla mnie znaczyć. I takie zrobiłem. Dziękuję Olu!

To nie koniec

Niektórzy mnie pytali co będzie jak skończę projekt. Dziś odpowiadam – zacznę nowy. Szczegóły o północy.

Na koniec możecie się pobujać do piosenki :)



3 « tyle jest komentarzy

  1. 5/01/2012Szczepan napisał(a):

    Ja ze swojej strony gratuluję ukończenia projektu.

    No i muszę przyznać, że momentami dla mnie też była to niezła zabawa, gdy podsyłałem pomysły na zdjęcia, gdy sam się na nich pojawiałem (Jaromir był epicki :D).

    Na pewno za kilka lat będzie to świetna „dokumentacja” całego roku.

    Gratuluję jeszcze raz, dziękuję i zapraszam na Nie mam drobnych ;).

  2. 5/01/2012Daw napisał(a):

    „o muj borze, tyle wygrać hlopaki” :D Doczekałem się nawet namiastki o mnie i moich WebRatiowych umiejętnościach. Gratuluje niezmiernie ukończenia projektu, byłeś dzielnym wojownikiem.

    Zarazem bardzo się ciesze że będzie drugi projekt, poczekam nawet do północy żeby poznać szczegóły :) pozdro

  3. 5/01/2012Tesia napisał(a):

    Paweł! Ile radości mi sprawia to, że Ci się udało! Odbieram to jak część własnego sukcesu. Najbardziej mnie jednak cieszy, że ten projekt dał Ci jedną rzecz, na której najbardziej mi zależało i która była przyczynkiem do jego powstania. Miałeś znaleźć cel, radość, sens. Czytając Twój „list” widzę jak bardzo się zmieniłeś i niesamowicie mnie to cieszy. I mimo, że ostatnimi czasy mieliśmy „ciche dni” w naszym koleżeństwie to i tak codziennie z sentymentem wchodziłam na tę stronę i cieszyłam się, że jednak potrafisz być uparty i wytrwały.
    Cóż, mimo okrutnej grypy, która właśnie mnie dopadła, otwieram wino i piję Twoje zdrowie! :) Czekając z niecierpliwością na kolejny projekt :)

Napisz komentarz: